Niedługo drugie urodziny bliźniaków, w związku z czym coraz częściej powraca temat ich własnego pokoju. Póki co mają swój kącik w naszej sypialni ...
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rzeczy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rzeczy. Pokaż wszystkie posty
28 marca 2017
24 marca 2017
Moje pomoce dydaktyczno - wychowawcze
czyli tablica obowiązków i pierwszy kalendarz dziecka. Są świetne - praktyczne, bo wszystko na magnesy, atrakcyjne wizualnie (przynajmniej dla mnie) no i polskie.
Tablica obowiązków w zasadzie jest tablicą nagród, bo promuje pozytywne zachowania dziecka takie jak samodzielne ubieranie się, pomaganie w sprzątaniu, umiejętność dzielenia się z innymi itd. natomiast nie przewiduje napiętnowania złych zachowań, czyli nagrody - tak, a kary - nie. Moja Helenka najbardziej cieszy się z wybierania symbolu, którym ma zostać nagrodzona. Serduszko jest na topie.
Od dłuższego czasu usiłowałam zaznajomić Helenkę z tematem kalendarza, ale nie szło jej najlepiej. Niby już umiała dnia tygodnia, ale zaraz zapominała kolejność, a z miesiącami było jeszcze gorzej. Dzięki kalendarzowi magnetycznemu udało nam się w miarę opanować temat po kilku dniach użytkowania, przy tym mając dobrą zabawę.
13 września 2016
Wyprawka mojego przedszkolaka
Już prawie połowa września, a ja dopiero o wyprawce. Jednak czasu ciągle brakuje, a bardzo chciałam upamiętnić pierwszą wyprawkę przedszkolną Helenki. Tak więc oto jest. Kilka niezbędnych rzeczy, bez zbędnych dodatków.
1. Szczotka, pasta, kubek. Wybierając pastę do zębów do przedszkola, zakładałam, że musi być ona jak najbardziej naturalna, gdyż nie będę miał kontroli nad tym ile z tej pasty znajdzie się w brzuszku mojego malucha. Pasta Jack n'Jill nie zawiera fluoru, ani konserwantów, więc spełnia moje oczekiwania. Szczotka do zębów miała za zadanie wyróżniać się z tłumu, żeby moje dziecko nie pomyliło jej z żadną inną, bo mimo podpisania wiadomo jak jest. No a kubek po prostu pasował do szczoteczki do zębów. Dodatkowym ich atutem jest to, że są biodegradowalne.
2. Aby trwale podpisać przedmioty Helenki skorzystałam z naklejek zamówionych na Podpisane.pl
3. Plecak. Cóż, plecak Helenka wybrała sama.
4. Kapcie. Wiadomo muszą być antypoślizgowe lekkie i oddychające. Postawiłam na Collegien i na razie jestem zadowolona. Dodatkowa ich zaleta jest taka, że Helenka żadnego innego obuwia nie wkłada i zdejmuje tak szybko i z taką łatwością. Myślę jeszcze o dokupieniu na zmianę kapci Cienta, gdyż mam z nimi także dobre doświadczenia.
5. Piórnik nie był co prawda na przedszkolnej liście wyprawkowej, ale Hela bardzo chciała poczuć się jak uczennica, więc uległam.
28 listopada 2013
Kalendarz adwentowy.
Grudzień
tuż, tuż, więc kalendarz adwentowy prawie ogarnięty. Stan na dzień
dzisiejszy - wszystkie woreczki zyskały jakąś zawartość. Teraz
pozostaje jeszcze je zawiesić. Planuję zakupić w tym celu niewielką
choinkę w doniczce, najlepiej żywą (chociaż nie wiem czy mi się to uda,
bo chyba jeszcze za wcześnie na żywe choinki). Zobaczymy. Tymczasem do
woreczków wskoczyły w większości słodycze i tzw. niezdrowe przekąski.
Jest też kilka małych prezencików oraz bileciki z przepustką do gry na
Nintendo, PS i i komputerze. Syn będzie wniebowzięty i pewnie w styczniu
będzie musiał pójść na detoks. Ale co tam, to ostatni jego rok z
kalendarzem adwentowym, bo w przyszłym pewnie pałeczkę przejmie siostra.




2 sierpnia 2013
Kilka drobiazgów i mała refleksja.
Wczoraj
kupiłam Helence kilka drobiazgów. Wróć. Wczoraj kupiłam sobie kilka
drobiazgów, usprawiedliwiając się w myślach, że to dla córki. No bo kogo
one tak na prawdę bardziej cieszą? Ją czy mnie? Chyba jednak mnie
(przynajmniej w większości). Tak więc po udanych zakupach, już w domu
naszła mnie niewesoła refleksja. Chyba podążam w złym kierunku. W
kierunku zakupoholizmu, zbieractwa i nadmiernego otaczania się
przedmiotami. W związku z czym postanawiam sobie dzisiaj, że przez
miesiąc nie będę kupować nic poza produktami spożywczymi i innymi
koniecznymi rzeczami, jak np. wyposażenie szkolne syna.





2 lipca 2013
Sposób na nudę w wakacyjne poranki.
Nieodrodny
syn swojej matki. Pamiętam, że kiedy byłam dzieckiem, także rozkładałam
się z puzzlami, kiedy tylko zaczynały się wakacje. Nawet teraz z chęcią
bym dołączyła do syna, ale Helenka mi na to nie pozwala. Za to już wiem
co będę robiła na emeryturze (jeżeli dożyję) oprócz podróżowania
oczywiście:)

Następny w kolejce czeka kolaż Barcelony.

A
siostra nie może pozostawać w tyle i też ma swoje puzzle. Nie pięćset
kawałków, ale całe pięć, a i tak woli je rozkładać na części niż układać
w jedną całość.

10 czerwca 2013
Stadion Narodowy, Hush Warsaw i ja.
Wczoraj,
w zaduchu prowadzącym niemalże do omdlenia i z ciężkimi chmurami nad
głową dotarłam wraz z rodzinką w komplecie na Hush Warsaw na Stadionie
Narodowym. Przybyliśmy tuż po jedenastej, czyli zaraz po otwarciu, aby
uniknąć dużego tłumu i spokojnie wszystko obejrzeć. Nic z tego. Na
miejscu było już tyle osób, że nie było mowy o swobodnym przemieszczeniu
się z dziecięcym wózkiem, a nawet jakimkolwiek poruszaniu się z nim.
Tak więc mój mąż, który i tak nie był specjalnie zainteresowany
wystawianymi produktami, wyszedł z dziećmi na trybuny stadionu, aby tam
na mnie czekać racząc się przy okazji chłodzonymi napojami.
Byłam
tylko na dziale dziecięcym, a i tu nie obejrzałam wszystkiego, bo do
niektórych stoisk nie sposób było się dopchać. Widziałam dużo pięknych
ubranek i innych przedmiotów, które wyszły spod ręki bardzo zdolnych
ludzi. Jednak część rzeczy, uważam za mocno przereklamowane, a zachwyty
nad nimi, oczywiście według mnie, niczym nieuzasadnione. Kupiłam tylko
trzy rzeczy, chociaż mój mąż uważa, że co najmniej o dwie za dużo. Teraz
żałuję, bo miałam na oku jeszcze kilka innych, ale potworny zaduch i
dziki tłum przepychających się ludzi spowodowały, że dość szybko
odpuściłam i ewakuowałam się stamtąd.
W międzyczasie mój syn zdążył wypić pięć butelek lemoniady rabarbarowej! Tatuś już dostał reprymendę, że do tego dopuścił.
A oto co kupiłam:




A na tych stoiskach bardzo chciałam jeszcze coś kupić, ale nie wyszło. Innym razem na pewno nie odpuszczę.


3 czerwca 2013
W ogrodzie.
Weekend
miał być ciepły, a nawet upalny. Po raz kolejny miał być , ale nie był.
Dlaczego jeszcze wierzę prognozom pogody? Sama nie wiem. Te pozytywne,
zapowiadające piękną aurę prawie nigdy się nie sprawdzają, zwłaszcza w
tym roku. Począwszy od Świąt Wielkanocnych, poprzez weekend majowy, aż
do teraz.
Będąc
jednak łatwowierną osobą, zaopatrzyłam dzieci w kremy chroniące przed
promieniami słonecznymi, środki przeciw kleszczom komarom i innym takim
paskudztwom. Zakupiłam koc piknikowy, a dla Helenki niewielki namiocik z
powłoką chroniącą przed słońcem (50+).
Niestety przydał się tylko preparat przeciw komarom, bo po ciągłych deszczach rozmnożyło się mnóstwo tych krwiopijców.



Koc piknikowy - Lidl
Namiot dla malucha - Mothercare
25 marca 2013
Dekorowanie wielkanocnych jaj dla opornych
...
dla tych, którym Pan Bóg poskąpił zdolności plastycznych, czyli dla
mojego syna. Biedaczek ma wiele talentów , ale jeśli chodzi o malowanie,
ozdabianie, dekorowanie oraz inne sztuki wymagające artystycznego
polotu, to można powiedzieć, że to jego pięta Achillesa. Najdziwniejsze
jest to, że zapału mu nie brakuje, szczególnie w przypadku zdobienia
jajek do wielkanocnego koszyczka. Rwie się do tego wyjątkowo. W tamtym
roku wyprodukował takie pisankowe koszmarki, że w tym roku postanowiłam
do tego nie dopuścić i trochę mu pomóc. Zaopatrzyłam go w specjalny
zestaw do dekoracji wielkanocnych jajek. Mam nadzieję, że się sprawdzi.

Zestaw zakupiony w sklepie Tchibo zawiera:
przyrząd do wydmuchiwania jajek i czyszczenia wydmuszek
specjalne wiertło
3 szablony
3 flamastry z farbami spożywczymi
30 naklejek
3 folie kurczliwe
4 tabletki barwiące z farbami spożywczymi

Subskrybuj:
Posty (Atom)























