28 października 2013

Weekendowe migawki.

W ubiegły weekend oficjalnie zakończyliśmy tzw. sezon parkowy. Oczywiście w naszym ulubionym parku. A pogoda rozpieszczała na całego :)









24 października 2013

Kolorowe klocki w swym pudełku mam.

W czasach, kiedy syn był jeszcze mały, nie doceniałam drewnianych zabawek.  Miał on całe mnóstwo przeróżnych grających, świecących i gadających, wściekle kolorowych przedmiotów. I wszystko plastikowe. Z perspektywy czasu widzę, że to był błąd. W przypadku Helenki staram się w ogóle ograniczać ilość zabawek, a przez co staranniej je dobierać. Stawiam na drewno, papier i naturalne materiały. Na miejsce dla kreatywności podczas zabawy. Aby nie popaść jednak w obsesję dopuszczam też fajne plastikowe zabawki :)
Te drewniane klocki Haba, to pierwsze, które tak naprawdę zainteresowały Helenkę. Początkowo jej zabawa polegała na rozrzucaniu klocków, tak, aby dotarły w najbardziej odległe zakątki pokoju ( i nadal robi to z wielką radością). Z biegiem czasu zaczęła bawić się nimi tak, jak dziewczynka na obrazku. Jeszcze później brat pokazał jej budowanie wieży i obecnie ta wersja jest najfajniejsza.
Klocki przeznaczone są dla dzieci od drugiego roku życia, ale jak widać niespełna półtoraroczny malec także może znaleźć w nich coś dla siebie.




21 października 2013

Jesienne dylematy.

Lubić jesień, czy nie lubić?
Są takie dni, kiedy deszcz leje niemalże cały dzień, wiatr także daje się mocno we znaki, dzieciakom katar leje się z nosa ... W takie dni szczerze nienawidzę tej pory roku. Jednak taką ciepłą, kolorową i słoneczną jesień z przebłyskami lata w tle, uwielbiam. Kocham ją za jej wspaniałe dary, za świeże orzechy, jabłka, dynie, za grzybobranie, za pełne kasztanów ulice, za kubek gorącej kawy lub herbaty, kiedy wracamy ze spaceru do domu.








15 października 2013

Martynka

Seria książek o Martynce autorstwa Gilberta Delahaye'a znana jest chyba większości mam małych dziewczynek. Ja osobiście nie miałam z nią styczności, jako że do całkiem niedawna byłam mamą wyłącznie chłopca. Chłopca, który każdy przejaw dziewczęcości odrzucał z obrzydzeniem ( różowe i fioletowe swetry lub koszule nie miały żadnych szans na założenie). Tak więc do tej pory znane były mi raczej klimaty Koszmarnego Karolka itp. Po narodzinach córeczki powoli zaczęłam zaznajamiać się z rzeczami, w tym literaturą, typowo dziewczęcą. Wtedy też w ręce wpadły mi książki o Martynce. Doszłam do wniosku, że będą musiały jeszcze poczekać, co najmniej jakieś dwa lata. Niedawno jednak znalazłam taką, która będzie odpowiednia już teraz. Książeczka -  rozkładanka pt. "Martynka w szkole tańca". Niedużo tekstu, sztywne kartki, no i najważniejsze - przepiękne, przestrzenne ilustracje, czyli coś w sam raz dla małej tancerki.


"Martynka w szkole tańca" - na podstawie książek Gilberta Delahaye'a i Marcela Marliera
Wydawnictwo - Papilon
Cena - 16.99 zł




14 października 2013

Wspomnienie słnecznych dni.

W ubiegłym tygodniu słońce nas rozpieszczało. Zachłannie i łapczywie łapałyśmy z Helenką każdą słoneczną chwilę, aby  nasycić się dość na całą długą  i ponurą polską zimę. Być może trochę przesadziłyśmy, bo w połowie tygodnia Helę dopadła gorączka i nie odpuszczała przez kolejne trzy dni. Tak więc przez resztę tygodnia łapałyśmy słoneczne promienie tylko przez szybę.







10 października 2013

Deserek. Kisiel żurawinowy.

Helenka wstała wczoraj nie w humorze. Nie zeszła od razu z łóżka i nie rozpoczęła zabawy, jak to zwykle czyni. Wzięłam termometr do ręki, no i wszystko stało się jasne. Stan mocno podgorączkowy. Odmówiła śniadania, a w ciągu reszty dnia apetyt też się nie pojawił. Przypomniałam sobie, że kiedy ja byłam dzieckiem, kiedy chorowałam i nie miałam ochoty na jedzenie, mama zawsze przygotowywała mi kisiel. Postanowiłam pójść tym tropem. Zrobiłam kisiel ze świeżej żurawiny, bo akurat miałam małą porcję, która została z poprzedniego dnia. I bingo! Hela zjadła całą porcję. Na dodatek z wielką chęcią.


3/4 szklanki świeżych żurawin
1 szklanka wody
1 łyżka cukru trzcinowego (pełna)
1 łyżka mąki ziemniaczanej

Żurawinę umyć, umieścić w rondelku. Zalać 3/4 szklanki wody, dodać cukier i gotować przez około 4 minuty od momentu zagotowania. Żurawiny muszą popękać i oddać swój cenny sok. Przecedzić i sok z powrotem wlać do rondelka. Zagotować ponownie i dodać mąkę ziemniaczaną rozprowadzoną w pozostałej zimnej wodzie. Wymieszać i gotować jeszcze minutę.



4 października 2013

Obiadek malucha - Barszczyk prawie ukraiński.

Niedawno weszłam w posiadanie tzw. ekologicznych buraczków i kilku innych warzyw. Dlaczego tzw. ekologicznych? Bo bez żadnych certyfikatów, po prostu z działki rodziców. My zjedliśmy je w postaci tradycyjnych buraczków zasmażanych, a dla Helenki przygotowałam, coś na podobieństwo barszczu ukraińskiego. Większość dań Hela je z większymi kawałkami, ale w przypadku dodatku jajka miksuję, żeby nie było go widać (Hela niestety nie lubi ostatnio jajek).



2 nieduże buraki
1 marchewka
1 pietruszka
1 ziemniak
1/4 małej cebuli
1 jajko ugotowane na twardo
śmietana lub jogurt

Warzywa myjemy obieramy i kroimy na mniejsze kawałki. Zalewamy dwoma szklankami wody źródlanej. Gotujemy na małym ogniu, aż warzywa będą miękkie. Pod koniec dodajemy szczyptę soli i szczyptę czosnku w proszku. Zdejmujemy z ognia i zabielamy śmietaną lub kładziemy łyżkę jogurtu na koniec. Jajko kroimy na kawałki i dodajemy do zupy. Ja dodatkowo zmiksowałam.


A po czym najłatwiej poznać ekologiczne warzywa? No cóż, po tym, że nie są idealne. Idealnie kształtne, dorodne i wielkie.