... spędziliśmy bardzo spokojnie i leniwie. Było dłuugie spanie, a później polegiwanie w łóżku do południa i bardzo późne śniadanie. Obiad poza domem i spacer w ciemnościach. W planach mamy jeszcze wieczorne granie w planszówki, ale to dopiero, jak Maleńka pójdzie spać.
1 stycznia 2014
22 grudnia 2013
Przedświątecznie ...
Już
prawie wszystko gotowe. Poza czekoladowym piernikiem i śledziami, ale
to dopiero w Wigilijny poranek. Tymczasem przygotowujemy się do świąt
mentalnie. Słuchamy kolęd w wykonaniu Arki Noego (uwielbiam ich
kolędowanie - radosne i pełne energii), cieszymy się choinką i takie tam
...
Ubiegły
tydzień minął nam pod znakiem zęba. Helence idą czwórki i trójki, co
doprowadziło biedulkę do gorączki. Synowi zaczęły ruszać się trójki,
więc pewnie zasiądzie do wieczerzy Wigilijnej szczerbaty. Ja natomiast
spędziłam ponad dwie godziny na fotelu dentystycznym - była krew, pot i
dwa szwy na koniec, a później to już tylko cała masa środków
przeciwbólowych i wszystko wskazuje na to, że święta przywitam z
opuchniętą połową twarzy :( Tak więc po ciężkim tygodniu mamy nadzieję
na spokojne Święta.
18 grudnia 2013
Wigilijny kompot malucha.
Pyszny
i zdrowy kompot wigilijny, czyli w sam raz dla malucha. Nie trzeba go
nawet dosładzać, gdyż całą słodycz oddały mu suszone śliwki. Zrobiłam
dzisiaj na próbę, czy będzie smakował Helence. Smakował nie tylko Małej,
ale także mamie, więc z pewnością znajdzie się na naszym wigilijnym
stole.
1 jabłko
1 gruszka
5 suszonych śliwek (najlepiej niesiarkowanych)
1,5 szklanki wody
Jabłko
i gruszkę umyć, obrać i pokroić na niewielkie kawałki. Śliwki opłukać i
przekroić na pół. Owoce umieścić w garnuszku, zalać wodą i gotować do
miękkości. Ostudzić i przelać przez sitko. Można też przetrzeć przez
sitko.
Źródło przepisu - "Dziecko", styczeń 2014
16 grudnia 2013
Mój pierwszy rowerek.
Pierwszy
rowerek Helenki to drewniany czterokołowiec Gepetto. Nie jest to
klasyczny rowerek, bo nie ma pedałów, ale i tak jazda na nim jest dla
Heli wielką frajdą. Żałuję jedynie, że kupiliśmy go dopiero teraz, kiedy
nie można poszaleć na nim na zewnątrz, a w domu nie ma, aż tyle
przestrzeni. Rowerek przeznaczony jest dla dzieci od dwunastu miesięcy,
wykonany z drewna bukowego i dostępny w różnych kolorach. My wybraliśmy
najbardziej dziewczęcy.
Kiedy
syn, był mały nie było na rynku produktów dziecięcych tak dużego
wyboru, jak teraz. Dla jego przedziału wiekowego dostępne były
plastikowe i super drogie rowerki z pedałami umieszczonymi na przednim
kole. Ortopeda ostrzegał nas przed takim rozwiązaniem. Takie
umiejscowienie pedałów wymusza nienaturalną pozycję podczas jazdy, co
może być szkodliwe dla bioderek dziecka. Szukaliśmy zatem długo, ale z
sukcesem. Na drugie urodzinki syn dostał polskiej produkcji rowerek Lak
Magic z napędem na łańcuch. Może jego design nie powalał na kolana, ale
był to solidny produkt i długo nam służył.
13 grudnia 2013
Osiemnastka.
W
tym tygodniu Helenka skończyła osiemnaście miesięcy. W tak krótkim
czasie, tak ogromnie się zmieniła, tak wiele dokonała. Z małego kosmity,
z którym praktycznie nie było kontaktu zmieniła się w rozumną osóbkę i
mimo, że mówi bardzo niewiele, to doskonale potrafi komunikować się ze
światem. Widać już jakieś zaczątki cech charakteru i przyszłych
zainteresowań.
Aktualnie ulubiona książka Heli to "Gałgankowy
skarb" (znam już na pamięć), a przygotowując się do świąt najchętniej
słucha "Feliz Navidad".A czego obecnie najbardziej nie lubi? Kłaść się do snu. W końcu w nocy zaczyna się najlepsza zabawa.
12 grudnia 2013
Świąteczne pierniczki.
Jako,
że przyprawa do piernika już jakiś czas czekała w słoiczku, nie było
sensu dalej czekać. I tak dzisiaj rano pierwsza partia pierniczków
wylądowała w piekarniku. Praca była zespołowa. Ja przygotowałam ciasto i
rozwałkowałam, Helenka "pomagała" wycinać ciasteczka, a dekorowanie
należało do syna.
75ml melasy
60g cukru trzcinowego
60g miękkiego masła
1 łyżka przyprawy do piernika
3/4 łyżeczki sody
1 jajko
około 280g mąki
W
niewielkim rondelku podgrzać melasę, cukier i masło, co jakiś czas
mieszając. Ostudzić i dodać rozbełtane jajko. Wszystko dobrze wymieszać.
Na koniec połączyć z mąką, sodą i przyprawą do piernika. Zagnieść
ciasto, rozwałkować na grubość około 3mm i wycinać pierniczki w
dowolnych kształtach. Piec w piekarniku nagrzanym do 180 C przez około
10 minut. Uważać, aby nie piec za długo, bo będą bardzo twarde.
9 grudnia 2013
Miła niespodzianka.
Spotkała
mnie drobna, ale bardzo miła niespodzianka. Ostatnio kupiłam w sklepie
internetowym jedną, niewielką rzecz. Przesyłkę dostałam bardzo szybko, a
w środku oprócz zamówienia były ręcznie robione pierniczki z liścikiem,
który zawierał przepis na nie oraz na domową przyprawę do piernika.
Niby nic, a jednak ... Dla odmiany, w innym sklepie internetowym
zamówiłam prezenty gwiazdkowe, więc za całkiem niemałe pieniądze. W
trakcie wyszły pewne komplikacje i na zamówienie czekałam ponad dwa
tygodnie. Niestety nie dostałam nawet maila ze zwykłym przepraszamy albo przykro nam.
Przepis na domową przyprawę do piernika
50g cynamonu
20g imbiru
15g goździków
15g kardamonu
10g gałki muszkatołowej
10g ziela angielskiego
2g czarnego pieprzu
Wszystkie składniki zmielić w młynku do kawy albo utłuc w moździerzu. Przechowywać w szczelnie zamkniętym pojemniku.
6 grudnia 2013
6 grudnia - Mikołajki!
Dzisiaj
piątek. Do szkoły na ósmą rano. Zazwyczaj o siódmej dzwoni mój budzik i
mniej więcej od tej pory staram się zmusić syna do wstania z łóżka,
najpierw słownie, a później bardziej brutalnie. Bez obaw, nie dochodzi
do przemocy, po prostu włączam światło i zabieram mu kołdrę. Tak jest
zazwyczaj. Jednak dzisiaj przecież dzień ze wszech miar magiczny,
szczególnie dla dzieci. Dzisiaj kiedy budzik zadzwonił, Paweł siedział
już w pełni ubrany w swoim pokoju i zajadał batonika znalezionego w
kalendarzu adwentowym :) Przed wyjściem z domu zdążył jeszcze odpakować
swoje mikołajkowe prezenty i chwilę się nimi nacieszyć. A w szkole też
było inaczej niż co dzień. Zero normalnych lekcji, za to warsztaty
przedświąteczne, na których wykonywali swoje własne anioły. Potem
klasowa pizza na obiad i do domu.
4 grudnia 2013
Pod choinką ...
W
tym roku pod choinką Helenka znajdzie swój pierwszy wózek dla lalek.
Zamówiony odpowiednio wcześniej, przybył do nas już jakiś czas temu, a
teraz leży już zapakowany w schowku i czeka na Wigilię. Ja też czekam z
niecierpliwością, bo wiem, że Hela będzie zachwycona. Ostatnio uwielbia,
wszystko, co ma kółka i czym można jeździć. Wczoraj na przykład
wytaszczyła z pokoju brata jego krzesło na kółkach i jeździła nim po
całym domu :)
Wózek zakupiłam bez pościeli, bo mam ambitny plan uszyć ją sama. Obym tylko zdążyła przed Gwiazdką.
2 grudnia 2013
Deserek - mini serniczek.
Od
jakiegoś czasu Helenka bardzo rwie się do samodzielnego jedzenia.
Szczególnie lubi operować łyżeczką i widelczykiem. Dla mnie oznacza to
oczywiście dwa razy więcej sprzątania oraz prania, bo połowa posiłku
zawsze ląduje wszędzie dookoła. Mimo to staram się wspierać jej
samodzielne działania, więc zaciskam zęby i jakoś daję radę :)
200g pełnotłustego twarogu (najlepiej trzykrotnie zmielonego)
1 jajko
1 łyżka cukru trzcinowego
1 łyżeczka mąki ziemniaczanej
100g herbatników
50g masła (stopionego)
Wykonanie:
Herbatniki
pokruszyć i wymieszać ze stopionym masłem. Masą wyłożyć foremki do
muffinek i włożyć na godzinę do lodówki. W robocie zmiksować pozostałe
składniki i rozlać do muffinkowych form, na ciasteczkowy spód. Piec w
piekarniku nagrzanym do 170C przez około 30 minut.
28 listopada 2013
Kalendarz adwentowy.
Grudzień
tuż, tuż, więc kalendarz adwentowy prawie ogarnięty. Stan na dzień
dzisiejszy - wszystkie woreczki zyskały jakąś zawartość. Teraz
pozostaje jeszcze je zawiesić. Planuję zakupić w tym celu niewielką
choinkę w doniczce, najlepiej żywą (chociaż nie wiem czy mi się to uda,
bo chyba jeszcze za wcześnie na żywe choinki). Zobaczymy. Tymczasem do
woreczków wskoczyły w większości słodycze i tzw. niezdrowe przekąski.
Jest też kilka małych prezencików oraz bileciki z przepustką do gry na
Nintendo, PS i i komputerze. Syn będzie wniebowzięty i pewnie w styczniu
będzie musiał pójść na detoks. Ale co tam, to ostatni jego rok z
kalendarzem adwentowym, bo w przyszłym pewnie pałeczkę przejmie siostra.




25 listopada 2013
Obiadek malucha. Kuleczki z indyka ...
... w towarzystwie mini marchewek i kaszy jaglanej.
Staram
się, aby Helenka od małego zapoznawała się z jak najróżnorodniejszymi
smakami. Dlatego do jej jadłospisu wprowadzam dużo ziół i innych
przypraw oraz nowych produktów. Zgodnie ze zdrowym rozsądkiem oczywiście
- od wszelkich grzybów trzymamy się z daleka. Zielone oliwki już za
nami i to z całkiem pozytywnym skutkiem. Dzisiaj smak marchewki
urozmaiciłam świeżym rozmarynem, a pulpeciki doprawiłam czosnkiem.
Składniki:
400g mielonego mięsa z indyka
1 jajko
2 ząbki czosnku
1/4 szklanki płatków owsianych (zmielonych)
młode marchewki (mrożone)
gałązka rozmarynu
odrobina oleju, cukru i soli
kasza jaglana
Wykonanie:
Mięso
z indyka przełożyć do dużej misy i dodać do niego jajko, zmielone
płatki owsiane, odrobinę soli oraz przeciśnięty przez praskę czosnek. Wszystko
dokładnie wyrobić i oprószonymi mąką rękami formować niewielkie kulki.
Gotować na parze, ewentualnie w wodzie przez kilka minut. Marchewki
lekko obgotować i odcedzić. Na patelni rozgrzać olej, włożyć gałązkę
rozmarynu i po minucie dodać mini marchewki. Oprószyć odrobiną cukru i
podsmażać dwie minuty. Podawać z kaszą jaglaną.
22 listopada 2013
Przeczytane w listopadzie ...
... przez Pawła. I na tym koniec, bo w końcówce miesiąca same sprawdziany, więc czasu na czytanie brak.
1. "Tajemnica pływalni"
M. Widmarka i H. Willis przeczytana siłą rozpędu. Z przyzwyczajenia i
przywiązania do całej serii, bo treści zawarte w książce są już trochę
zbyt dziecinne dla mojego dziesięciolatka. Ale co tam, przeczytałam i
ja. Obydwoje uznaliśmy, że to jedna z mniej ciekawych tajemnic.
2. "Czarownica piętro niżej"
Marcina Szczygielskiego, mimo dość różnych opinii została wypożyczona z
biblioteki. Książka, jak wynikało z opisu trafiała w gust Pawła, czyli
dużo magii, duchy i świat fantazji. Ja niestety nie przeczytałam, ale
syna bardzo wciągnęła. Na tyle, że zdecydowaliśmy się nabyć kolejną
pozycję tego autora.
3. "Najnowsze przygody Mikołajka"
zostały przeczytane jako dodatek do lektury ("Mikołajek"), którą syn
będzie przerabiał w szkole już na początku grudnia. O Mikołajku nie ma
co pisać, bo chyba wszyscy znają. Ja osobiście uwielbiam, a film (ten
nieanimowany oczywiście) mogłabym oglądać przynajmniej raz w miesiącu.
Jedyne co mnie drażni w tej książce to ilustracje, zupełnie mi się nie
podobają. Te czarno-białe, w starszych wydaniach bardziej do mnie
przemawiały.
18 listopada 2013
Muzyczna bluza.
Mój
pierwszy prawie "hand made". Prawie, bo sama bluza została oczywiście
zakupiona w sklepie, na dziale chłopięcym. Moim dziełem jest jedynie
czarna, filcowa naszywka. Zawsze trzeba od czegoś zacząć. Wybór padł na
nutkę, ponieważ Helenka kocha muzykę całym sercem. Poza tym nutka była
stosunkowo łatwym obiektem do narysowania, wycięcia i naszycia dla
takiego żółtodzioba jak ja.
Kiedy
Brat pilnie uczy się w szkole, Siostra zakrada się do jego pokoju,
pożycza sprzęt do słuchania i zatapia się w muzyce. A w słuchawkach Red
Hot Chilli Peppers. Ulubione "The Adventures of Rain Dance Maggie".
15 listopada 2013
Wegańskie muffiny z czarną porzeczką.
Dzisiaj
w szkole mojego syna jest Dzień Zdrowego Odżywiania. Z tej okazji jego
klasa ma robić wielką sałatkę owocową. Każdy losował jaki owoc ma
przynieść tego dnia. Nam przypadły jabłuszka. Ekonomicznie :)
120g mąki pszennej
120g mąki orkiszowej razowej
2 łyżeczki proszku do pieczenia
120ml syropu klonowego
120ml oleju rzepakowego
120ml mleka sojowego
150g mrożonej czarnej porzeczki
W
jednej misce wymieszać składniki suche. W innej misce wymieszać
składniki mokre. Połączyć razem, dodać porzeczki i szybko wymieszać
całość. Ciastem wypełnić 12 papilotek umieszczonych w formie na muffiny.
Temperatura pieczenia - 190CCzas pieczenia - 25 minut.
Źródło przepisu - książka Gwyneth Paltrow pt. "Córeczka tatusia" z moimi zmianami.
12 listopada 2013
Na spotkanie z piernikiem.
A
jednak pojechaliśmy. Nie w góry i nie na cały długi weekend. Syn poczuł
się na tyle dobrze, że w niedzielny poranek wyruszyliśmy do Torunia.
Pogoda nie była wymarzona, ale i tak cieszę się, że pojechaliśmy.
Największym plusem, jak się okazało, było to, ze Święto Niepodległości
spędziliśmy z dala od warszawskiej zawieruchy. W miłej, przyjaznej
atmosferze. Dla nas było to przede wszystkim święto piernika i gęsiny.
Dużo spacerowaliśmy, bo pierwszego dnia było całkiem ciepło, chociaż
odrobinę deszczowo. Obejrzeliśmy między innymi ruiny zamku krzyżackiego i
kamienicę, w której mieszkał Mikołaj Kopernik. Spotkaliśmy też
najbardziej bezczelne gołębie ever. Drugiego dnia silny chłód nie
pozwalał na zbyt długie chodzenie, więc w przerwach ogrzewaliśmy się w
pewnej baardzo sympatycznej kawiarence oraz w planetarium. Wizyta w
planetarium wbrew oczekiwaniom bardziej zachwyciła Helenkę niż starszego
brata, który z wyższością stwierdził, że już to wszystko wcześniej
wiedział. Natomiast Hela przez cały seans piszczała i pokrzykiwała z
podekscytowania. Muzeum żywego piernika odpuściliśmy, bo kolejka była
nieziemska. Za to zrobiliśmy zakupy w sklepie z piernikami, gdzie prawie
doznałam pomieszania zmysłów od mnogości rodzajów tych ciasteczek.
Zdecydowaliśmy się w końcu na pierniki w białej czekoladzie z porzeczką,
piernikowe serca, krajankę piernikową i zwykłe z nadzieniem morelowym.
Nabyliśmy także inne na prezenty. W domu okazało się jednak, że jak
zwykle najbardziej pożądane były te, których kupiłam najmniej i
nastąpiła zagorzała walka o piernikowe serca. Helenka zwyciężyła :)




















Subskrybuj:
Posty (Atom)




























